Formacja

Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie: między racją a zyskaniem brata

comshalom

José Ricardo Bezerra i Felipe Bezerra

W tę XXIII Niedzielę Zwykłą Ewangelia przynosi nam dwie ściśle powiązane części: upomnienie braterskie i modlitwę wspólną (Mt 18,15-20). Zaledwie sześć wersetów, a każdy z nich wystarczyłby na całą niedzielę modlitwy. Nie stoją obok siebie przypadkiem. Kto nie pojedna się z bratem, nie modli się z nim w jedności, a kto nie modli się za brata, z trudem znajdzie odwagę i delikatność potrzebne, by go upomnieć.

Warto pamiętać o całości. Cały rozdział 18 jest katechezą Jezusa o życiu wspólnoty. Zaczyna się od dziecka postawionego pośród uczniów, jako odpowiedź na pytanie, kto jest największy w królestwie niebieskim (por. Mt 18,1-5); przechodzi przez przypowieść o zagubionej owcy, której pasterz szuka, bo nie jest wolą Ojca, aby zginął choćby jeden z tych małych (por. Mt 18,12-14); a kończy się pytaniem Piotra, ile razy należy przebaczać, i przypowieścią o nielitościwym dłużniku (por. Mt 18,21-35). Pokora, szukanie zagubionego, upomnienie, modlitwa i przebaczenie tworzą jeden blok. Czytać dzisiejszy fragment poza tą całością to najkrótsza droga do jego wypaczenia.

Jak zawsze wybraliśmy pięć punktów do twojej medytacji i modlitwy, którymi dzielimy się w podcaście: https://youtu.be/LMaYI5MExls (z napisami w twoim języku).

https://www.youtube.com/watch?v=LMaYI5MExls

Ewangelia: Mt 18,15-20

„Onego czasu Jezus powiedział do swoich uczniów: ‚Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowo dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik. Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich’.”

1. „Idź i upomnij go w cztery oczy”: obowiązek, który rodzi się z miłości

Pierwsze pytanie jest nieuniknione: czy upominanie to obowiązek, czy możliwość? Jezus mówi w trybie rozkazującym, „idź i upomnij go” (Mt 18,15), a Stary Testament był już jasny: „Będziesz upominał bliźniego, aby nie ponieść winy z jego powodu” (Kpł 19,17). Pierwsze czytanie tej niedzieli mówi to samo obrazem stróża: jeśli strażnik nie ostrzega bezbożnego, Bóg zażąda od niego rachunku za tę krew (por. Ez 33,7-9).

Trzeba jednak zrozumieć, o jaki rodzaj obowiązku chodzi, i nie jest on automatyczny ani nie dotyczy każdego grzechu każdej osoby. Święty Tomasz z Akwinu rozważa upomnienie braterskie w traktacie o miłości, a nie w traktacie o sprawiedliwości (por. Suma Teologiczna II-II, q. 33). Zobowiązuje ono, gdy istnieje rzeczywista potrzeba, kompetencja do mówienia, roztropność i uzasadniona nadzieja pomocy bratu. Zanim będzie żądaniem, upomnienie jest aktem miłości: nie znoszę, by mój brat trwał w błędzie, bo błąd oddala go od Boga. Tradycja przypisywana świętemu Augustynowi podkreśla drugą stronę tego samego medalu: w pewnych okolicznościach przemilczeć dla wygody konieczne upomnienie nie jest łagodnością, lecz brakiem miłości.

Stąd wynika pierwszy warunek, i jest twardy: nie zostałeś ustanowiony ani sędzią, ani poborcą grzechów wszystkich ludzi. Zanim zaczniesz upominać, trzeba uznać siebie za grzesznika. „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy” (1 J 1,8). A Jezus był niewygodnie jasny: „Taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą” oraz „czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mt 7,2-3). Kto chce upominać, zaczyna od własnego rachunku sumienia.

Drugi warunek zawiera się w słowach „w cztery oczy”. Jezus mówi o grzechu „przeciw tobie”, który zdarzył się między wami dwoma. W takim przypadku pierwszy krok jest prywatny, bez publiczności i bez świadków, właśnie po to, by ocalić dobre imię brata. Inaczej jest, gdy grzech jest publiczny i powoduje zgorszenie lub poważną szkodę dla innych: wtedy może być konieczne upomnienie publiczne, dokonane przez właściwą władzę lub, zależnie od przypadku, przez kogoś, kto ma prawowitą odpowiedzialność i roztropność, by to uczynić. Nawet wtedy motywem jest naprawienie zgorszenia i ochrona innych, nigdy zaś wystawianie osoby na widok publiczny dla przyjemności.

Zauważ też stopniowanie, które opisuje Ewangelia: w cztery oczy; potem z jednym lub dwoma, według dawnej zasady dwóch albo trzech świadków (por. Pwt 19,15); i dopiero wtedy wobec wspólnoty. Każdy stopień to nowa próba, a nie zaciskająca się sieć. Drabina upomnienia braterskiego jest w istocie drabiną cierpliwości.

2. „Pozyskasz swego brata”: celem nie jest mieć rację

Jezus nie mówi „upomniałeś go” ani „miałeś rację”. Mówi „pozyskasz swego brata” (Mt 18,15). Kryterium powodzenia nie jest pokonany argument, lecz odzyskana osoba. Celem upomnienia nie jest upokorzyć, nie jest udowodnić, że wiedziałem więcej, nie jest sprawić, by brat nigdy więcej nie postawił stopy w kościele. Jest nim przyprowadzić go z powrotem, bliżej Chrystusa.

Święty Jan Bosko podkreślał, że nie wystarczy kochać młodych: trzeba, by czuli się kochani (por. List z Rzymu, 1884). W odniesieniu do upomnienia zasada jest prosta i wymagająca: jeśli osoba nie może poczuć się kochana w tym, co zamierzasz powiedzieć, lepiej poczekać. Dom Estêvão Bettencourt, benedyktyn z Rio de Janeiro, który kierował Szkołą Mater Ecclesiae i założył czasopismo „Pergunte e Responderemos”, dziś Sługa Boży, przypominał w duchu świętego Tomasza, że upomnienie zakłada jakąś nadzieję powodzenia. Gdy służyłoby tylko zatwardzeniu serca i jeszcze większemu oddaleniu, miłość może domagać się, by poczekać na właściwą chwilę, modlić się za brata i szukać innej drogi (por. Suma Teologiczna II-II, q. 33, a. 6). To nie jest tchórzostwo ani zaniedbanie: obowiązek pozostaje, zmienia się godzina i sposób.

Warto powiedzieć to wyraźnie, bo to najczęstszy grzech internetu: można wygrać dyskusję i stracić brata. Gdy tak się dzieje, nie było żadnego zwycięstwa. Nakarmiono własną pychę, która do niczego nie służy, i oddalono od Boga duszę, za którą Chrystus umarł.

Jest jeszcze kwestia metody, i ma ona nazwę. Kościół mówi o „hierarchii prawd”: wszystkie prawdy objawione należy przyjmować wiarą, ale układają się one między sobą według porządku, w odniesieniu do fundamentu wiary chrześcijańskiej (por. Unitatis Redintegratio 11; Katechizm 90). To nie jest relatywizm. To pedagogia. Nikt nie zrozumie wartości czystości, zanim nie zrozumie własnej wartości, to znaczy zanim nie dowie się, że jest kochany przez Boga i że jego ciało jest świątynią Ducha Świętego (por. 1 Kor 6,19). Dlatego zaczyna się od centralnego orędzia: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał… Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3,16-17). Potem, powoli, brat wzrasta i rozumie. Nie da się zacząć od teologii moralnej.

I warto przypomnieć: upominać grzeszących, pouczać nieumiejętnych i cierpliwie znosić trudnych ludzi to uczynki miłosierdzia co do duszy (por. Katechizm 2447). Uczynki miłosierdzia. Nie zniecierpliwienia.

3. „Wszystko, co zwiążecie na ziemi…”: władza kluczy w służbie powrotu brata

Werset 18 czyta się zwykle osobno, ale jest przyklejony do tego, co poprzedza: wspólnota, której nie wysłuchano. Jezus powiedział już Piotrowi, że da mu klucze królestwa, z tą samą władzą wiązania i rozwiązywania (por. Mt 16,19); teraz mówi to zgromadzonemu Kościołowi.

W języku rabinicznym czasów Jezusa „wiązać” i „rozwiązywać” oznaczało uznać za zakazane lub dozwolone. W kontekście Mateusza 18 oba słowa wyrażają władzę Kościoła do podejmowania decyzji, które naprawdę zobowiązują, zarówno w dyscyplinie wspólnoty, jak i w rozeznaniu pojednania. Warto zauważyć, że wbrew naszej intuicji „wiązać” nie jest tu gestem pozytywnym: jest zatrzymaniem. A „rozwiązywać” to uwalniać, przywracać brata na łono wspólnoty. Władza ta objawia się w sposób szczególny w odpuszczeniu grzechów, gdy Zmartwychwstały tchnie na Apostołów i mówi: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20,22-23; por. Katechizm 1444-1445). Objawia się także w karach kanonicznych, wśród nich w ekskomunice, która uniemożliwia przyjmowanie sakramentów i wykonywanie pewnych aktów kościelnych (por. Katechizm 1463). Dwie rzeczy warto zapamiętać: kary te są środkami prawnymi i leczniczymi, stosowanymi tylko wtedy, gdy zachodzą warunki przewidziane przez prawo, i są ukierunkowane na nawrócenie i powrót tego, kto się oddalił. I nie są uczuciami: nikt nie jest wewnątrz ani na zewnątrz komunii Kościoła dlatego, że tak się czuje.

Pozostaje więc werset najbardziej opacznie rozumiany w całym fragmencie: „niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18,17). To, co zdanie mówi w pierwszym rzędzie, jest poważne: kto uporczywie odmawia wysłuchania własnego Kościoła, faktycznie nie żyje już komunią kościelną, a wspólnota to uznaje. Ale to nie zamyka sprawy, i tutaj cała Ewangelia zmusza nas do pytania, jak Jezus traktował pogan i jawnogrzeszników. Powołał celnika na apostoła i poszedł jeść w jego domu, mówiąc, że nie zdrowi potrzebują lekarza (por. Mt 9,9-13). Zatrzymał się w domu Zacheusza (por. Łk 19,1-10). Pochwalił wiarę setnika i kobiety kananejskiej (por. Mt 8,10; 15,28). I posłał uczniów, aby czynili uczniami wszystkie narody (por. Mt 28,19). Nigdy nie przestał pragnąć ich nawrócenia. Dlatego, choć bezpośredni sens zdania to zerwanie komunii, której sam brat odmówił, narzuca się taka lektura duszpasterska: jeśli znów stał się „kimś z zewnątrz”, to traktuj go tak, jak traktuje się tych z zewnątrz, to znaczy jak kogoś, kogo trzeba ewangelizować od początku. Nie chodzi o wykreślenie go z listy: chodzi o rozpoczęcie na nowo od kerygmatu.

Zresztą sam Jezus ostrzegł tych, którzy czuli się bezpieczni: „Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (Mt 21,31). Zdanie, od którego cierpnie skóra każdemu, kto już zadomowił się w roli poprawiacza innych.

Tu właśnie kryje się niebezpieczeństwo obłudy, którą Jezus najbardziej piętnował u uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Ich problemem nie było to, że dużo wiedzieli. Było nim mówić i nie czynić, i wiązać ciężkie brzemiona na ramionach innych, nie ruszając palcem, by je nieść (por. Mt 23,3-4). Stąd słynne oskarżenie: dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, a pomijacie to, co ważniejsze w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę; przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda (por. Mt 23,23-24). Zauważ, że Jezus nie znosi dziesięciny: mówi „to zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać”. Problemem nie jest troska o małe rzeczy; jest nią troska o małe rzeczy służąca za alibi dla zaniedbania tego, co istotne. Dotyczy to nas, ilekroć widzialny grzech brata wydaje się nam cięższy niż ukryty grzech, który sami nosimy.

4. „Jeśli dwaj z was zgodnie o coś prosić będą”: prosić w symfonii i według woli Bożej

Werset 19 to obietnica robiąca wrażenie: cokolwiek dwaj zgodnie poproszą, będzie im dane przez Ojca. Kto modlił się już o coś dobrego i tego nie otrzymał, pyta od razu: dlaczego więc to się nie dzieje?

Zacznijmy od słowa. Grecki czasownik tłumaczony jako „zgodnie prosić” to „symphoneo”, ten sam rdzeń co „symfonia”. Nie chodzi tylko o uzgodnienie prośby; chodzi o bycie w harmonii. I zauważ, gdzie ta obietnica jest umieszczona: zaraz po fragmencie o bracie, który zgrzeszył przeciw tobie. Nie jest to zasada, którą Mateusz 18 formułuje wyraźnie, ale sąsiedztwo obu tekstów mówi wiele: modlitwa wspólna przeżywana jest w duchu pojednania. To właśnie Kazanie na Górze już nauczało o kulcie: jeśli przed ołtarzem przypomnisz sobie, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój i idź najpierw się pojednać (por. Mt 5,23-24).

Następnie warunek, który dodaje sama Pisma: prosić według woli Bożej. Święty Jan jest wyraźny: „Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili” (1 J 5,14-15). A święty Jakub mówi odwrotność, bez eufemizmów: „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4,3).

Dlatego naleganie Jezusa, „proście, a będzie wam dane” (Mt 7,7), idzie w parze z porównaniem ojca, który nie daje kamienia temu, kto prosi o chleb, ani węża czy skorpiona temu, kto prosi o rybę lub jajko, i kończy się największym darem: „o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,11-13). Najlepsza prośba to Duch Święty, bo jest darem, który porządkuje wszystkie inne.

I jest pokora do nauczenia się: nie zawsze wiemy, o co prosić. „Nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, ale sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26). Modlić się w Duchu to pozwolić Mu poprawić naszą prośbę. Z drugiej strony hojność Boga jest większa niż nasza wyobraźnia: On „mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy” (Ef 3,20), a to, co przygotował tym, którzy Go miłują, jest tym, czego „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć” (1 Kor 2,9).

Warto modlić się odwrotnością tego. Ile razy prosiliśmy o coś przekonani, że to będzie naszym szczęściem. Wygrać na loterii, na przykład. Nikt nie musi gardzić pracą, uczciwym pieniądzem i utrzymaniem rodziny: to obowiązek i to dobro. Ale jest w Ewangelii „biada wam” skierowane do tych, którzy już tutaj odebrali swoją pociechę (por. Łk 6,24). Może wiele naszych niewysłuchanych modlitw jest w rzeczywistości odpowiedzią: Ojciec, który nie wręcza dziecku tego, co by je zgubiło.

Jeszcze słowo o komunii, bo jedność, której domaga się Ewangelia, ma konkretne konsekwencje. Przyjmować Komunię to gest tego, kto jest w komunii. Kto ma świadomość grzechu ciężkiego, powinien wpierw przystąpić do sakramentu pojednania (por. 1 Kor 11,27-29; Katechizm 1385). A Kościół, nie dopuszczając zwyczajnie do Komunii eucharystycznej chrześcijan, którzy nie są jeszcze w pełnej komunii z nim, nie osądza niczyjej wiary ani szczerości: uznaje, że Eucharystia oznacza i urzeczywistnia pełnię komunii w wierze i w więzi kościelnej, która jeszcze nie istnieje (por. Katechizm 1398-1401). Drogą jest tam modlić się i pracować dla jedności, która jest pragnieniem samego Pana: „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17,21).

5. „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje”: obecność, która nie jest naszą własnością

To prawdopodobnie najczęściej cytowany werset tego fragmentu i jeden z najczęściej używanych nie na miejscu. Gromadzić się „w imię Jezusa” znaczy gromadzić się z Jego powodu, w wierze i w miłości. I ta obietnica nie nadaje automatycznie jakiejkolwiek grupie władzy sakramentalnej i rządzenia, właściwej Kościołowi hierarchicznie ukonstytuowanemu. Wystarczy spojrzeć na kontekst: zdanie pada zaraz po „donieś Kościołowi”, a użyte słowo to ekklesia, zgromadzenie, które zwołuje sam Jezus. To ten sam Jezus, który powiedział Piotrowi: „na tej skale zbuduję Kościół mój” (Mt 16,18).

Nie należy też izolować tej obecności od innych ani ich mylić. Chrystus utożsamia się w sposób szczególny z ubogimi, chorymi, więźniami i cudzoziemcami, aż po stwierdzenie, że co im się czyni, Jemu się czyni (por. Mt 25,31-46). Jest obecny w swoim słowie, gdy Pismo jest głoszone w liturgii; w osobie szafarza; w zgromadzeniu zebranym na modlitwie; oraz, w sposób jedyny, prawdziwy, rzeczywisty i substancjalny, w Eucharystii (por. Sacrosanctum Concilium 7; Katechizm 1088 i 1373-1374). Są to obecności rzeczywiste i różne, i nie są sobie równe.

Pięknym obrazem tych „dwóch albo trzech” są uczniowie z Emaus: dwaj idący i rozmawiający o tym, co się wydarzyło, a Pan przybliża się i idzie z nimi. I zauważ zakończenie: rozpoznany przy łamaniu chleba, znika, a obaj wracają natychmiast do Jerozolimy, do Jedenastu (por. Łk 24,13-35). Osobiste spotkanie z Chrystusem przywraca wspólnocie; nie zastępuje wspólnoty.

Nie znaczy to, że Bóg jest uwięziony w naszych granicach. Kościół uznaje, że poza jego widzialną strukturą znajduje się wiele elementów uświęcenia i prawdy, które przynaglają ku jedności katolickiej (por. Lumen Gentium 8; Unitatis Redintegratio 3; Katechizm 819). Bóg słucha szczerej modlitwy tego, kto szuka Go prawym sercem. To, czego domaga się dzisiejsza Ewangelia, nie jest nieufnością wobec innych: chodzi o to, byśmy nie używali wyrwanego wersetu, aby zwolnić się z jedności, której chciał Chrystus.

To ten sam Kościół gromadzi miliony młodych na Światowych Dniach Młodzieży i kapłana z trojgiem wiernych w ukrytej kaplicy. Dla obu ważna jest obietnica: „tam jestem pośród nich”. I dla obu ważny jest warunek, który cały rozdział 18 przygotowuje od dziecka postawionego pośród uczniów: pokora i jedność. Bez nich werset staje się hasłem.

Kroki Lectio Divina

Lectio Divina to modlitewna lektura słowa Bożego. Zarezerwuj czas ciszy, wezwij Ducha Świętego i przejdź spokojnie przez te kroki, modląc się samemu tą Ewangelią.

1. Czytanie (Lectio). Co mówi tekst? Przeczytaj powoli Mt 18,15-20, a jeśli możesz, przeczytaj cały rozdział 18. Zwróć uwagę na czasowniki: upominać, słuchać, pozyskać, wiązać, rozwiązywać, prosić, być zebranym. Zauważ, że obietnica wysłuchanej modlitwy przychodzi po drodze pojednania, a nie przed nią.

2. Medytacja (Meditatio). Co tekst mówi mnie? Czy jest ktoś, z kim powinienem porozmawiać w cztery oczy, a o kim mówię innym? Czy jest ktoś, kogo upominam, by mieć rację, a nie po to, by go pozyskać? I o co ostatnio prosiłem Boga: o to, co dobre, czy o to, czego chcę?

3. Modlitwa (Oratio). Co mówię Bogu, wychodząc od tekstu? „Panie, chwalimy Cię i błogosławimy za tę Ewangelię, w której wzywasz nas do miłości wobec brata, który błądzi, i uczysz nas upominać, by pozyskać, a nie by oddalić. Prosimy Cię za Twój Kościół, rozproszony po całym świecie, i za obowiązek upominania, który mają pasterze i każdy z nas. Daj nam serce takie jak Twoje, ciche i pokorne, aby ci, którzy się oddalili, mogli wrócić do Ciebie. Prosimy Cię także za Kościół gromadzący się w każdą niedzielę, tę ekklesia, w której sprawujemy Twoje Słowo oraz Twoje Ciało i Krew. I prosimy Cię, o Maryjo, Matko Kościoła i Matko nasza, wstawiaj się za nami i za wszystkimi, którzy nas słuchają.” Kontynuuj swoją modlitwę tak, jak natchnie cię Duch Święty.

4. Kontemplacja (Contemplatio). Jakie nowe spojrzenie daje mi Bóg? Pozostań w ciszy i wyobraź sobie twarz najtrudniejszej osoby w twoim życiu w tej chwili. Nie proś o nic. Pozwól, by Pan pokazał ci tę twarz tak, jak On ją widzi: brat do pozyskania.

5. Działanie (Actio). Do czego wzywa mnie dziś Pan? Wybierz jedną rozmowę z tego tygodnia i, zanim odpowiesz, wysłuchaj do końca. A jeśli trzeba kogoś upomnieć, zrób to w cztery oczy, w chwili, gdy osoba może poczuć się kochana, i pomódl się za nią wcześniej.

Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!

Shalom!

Od poniedziałku do soboty mamy krótkie wideo; w niedzielę nasz podcast z Ewangelią niedzielną, abyś ją rozważał i nią się modlił. Zasubskrybuj kanał i zaproś innych, aby więcej osób pokochało słowo Boże. Zostaw swoje „lubię to” i udostępnij znajomym. Niech Bóg cię błogosławi. Shalom!

Wideo z podcastu: https://youtu.be/LMaYI5MExls z napisami, które wybierasz w swoim języku.


Komentarze

Zastrzeżenia prawne: Poglądy wyrażone w komentarzach są poglądami autora (autorów) i nie koniecznie odzwierciedlają poglądy Katolickiej Wspólnoty Shalom. W szczególności zabrania się zamieszczania treści sprzecznych z normami prawnymi, etycznymi albo używania wyrazów niecenzuralnych, w celu nękania, prowokowania lub dyskredytowania użytkowników. Administratorzy mogą usuwać posty bez wcześniejszego uprzedzenia, jeśli komentarze nie spełniają ustalonych kryteriów bądź nie nawiązują do tematu.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *